Notka

Chciałam się wytłumaczyć z tego, co tutaj piszę- dlaczego nie jest to ani zabawne, ani mądre, ani nie wyciska łez, ani nie spełnie innych oczekiwań.Byłoby to głupotą,bo komu się tłumaczyć i właściwie z czego,przy kilku wyświetleniach dziennie(zakładam, że przypadkowych) i braku jakichkolwiek komentarzy.

Sama sobie nie bede się tłumaczyć, bo wiem, że na dzień dzisiejszy nie jestem wstanie napisać nic lepszego.Może jutro…Cieszy mnie to,że są  oprócz sterty blogów-śmieci, także teksty ciekawe i wartościowe,słowa, które jak napisałam w jednym z komentarzy, nie przelatują przeze mnie, ale potrafią po sobie pozostawić ślad, zapach..

Obnażmy się!

Czy skoro nieustannie mamy jakąś maskę, nigdy nie obnażamy się to posiadamy jakąkolwiek tożsamość? Niekiedy przeraża mnie myśl, że u tak wielu osób za maskami kryje się Nicość. Nie ta twórcza pustka w której powstają myśli określające nasz byt, tylko wyjąca Nicość. Może ten strach to tylko skutek tego, że niektórzy ludzie wydają mi się wyjątkowi i dużo lepsi ode mnie, a czas zdziera z nich kolejne maski i często, choć nie zawsze okazuje się, że  po tym striptizie moim oczom nie ukazuje się nic nadzwyczajnego. Maski  można łatwo stworzyć z pozornie błahych wydarzeń. O altruizmie świadczy łza którą wycisnęłaś z siebie podczas oglądania pogrzebu Lady Di. O moim wrodzonym sadyzmie mówi bezspornie mucha zgnieciona gazetą. Maska wystawiana często na powietrze twardnieje i przywiera. Czasami wietrzeje, gdy skrywa coś czego nie ma. Staje się pięknym fałszem. Ale czy na pewno? Może maski nie kłamią…Czy kłamstwem jest pokazanie tylko skrawka prawdy?

Galernicy wrażliwości

  

Lubię:

rzeczy i słowa wyraziste i soczyste; wypowiadanie wyrazów takich jak goździk, pieprz, kardamon, anyż, cynamon-sylab dźwięcznych i aromatycznych sprawia mi niezwykłą przyjemność. Lubię wodzić koniuszkiem palca po brzegu szklanki lub kieliszka, najlepiej cienkiego, uwielbiam zapach i smak kawy i pomarańczy, kocham nocą włóczyć się po mieście, kiedy wszystko wydaje się surrealistyczne, kształty w blasku latarni nabierają szlachetności, a niedoskonałości są zakryte. Lubię zanurzyć dłoń we włosach mężczyzny, rytmiczny turkot przejeżdżającego pociągu, który słyszę gdy w nocy otworzę okno.

Nigdy nie zapomnę:

 jak boso wracałam lato przez miasto, bo popsuły mi się buty; tumany kurzy zostały pochłonięte przez rzęsisty deszcz, a moje stopy po chwili kolorem nie różniły się od brązowej sukienki. Pocałunku, tego najpiękniejszego, w marcu, na Cytadeli, bo wtedy pierwszy raz pomyślałam, że kocham i do dziś mi się to nie powtórzyło. Nie zapomnę nocy w Bieszczadach, kiedy zgubiliśmy się ze znajomymi we mgle, wszystko dookoła pachniało miętą, miałam w plecaku butelkę szampana, a dookoła mnie latały świetliki. Na zawsze w mojej pamięci pozostanie Wenecja w deszczu, kiedy przy kawiarnianym stoliku patrząc na tłum kolorowych parasoli pomyślałam, że będę jednak studiować architekturę. Nie zapomnę jak ojciec po raz pierwszy puścił mi płytę (jeszcze wówczas cudownie czarną analogową, mam ją do dziś)Dark Side Of The Moon Pink Floydów, a niedługo potem dostałam pierwszy album Myslovitz. Wydaje mi się niekiedy, ze to wczoraj uciekłam od przytłaczającej mnie rzeczywistości do kawiarni w pobliżu Starego Rynku, gdzie spędziłam cały dzień pisząc na papierowych serwetkach, myśląc nad gorzkimi słowami jakie usłyszałam.  Nie zapomnę tytoniu śliwkowego i francuskich piosenek w zagraconej pracowni artystycznej, słów przyjaciela, który powiedział ,że mam się nie bać opaść na dno, bo tam są koralowce, perły i kolorowe rybki, które trzeba wabić. Nie zapomnę, kiedy usłyszałam:

-Coś u mnie zostawiłaś

-Co?

-Swój zapach, wciąż go czuć.

DESZCZ

  zakładam nieprzemakalny płaszcz               

<z tworzywa przez które nie przesączy się żadne cudze spojrzenie za jedyne 3,99>

bo pada deszcz

                                                           myśli

                        pragnień

                                                                                             nadziei

skojarzeń

                                     słów

                                                                            marzeń

  przypadków

                                                          igiełek trosk

spulchniających moje serce

sprawia to że

                            falują

moje uczucia                         i puszą się

srebrzysta stróżka

s                                     

  p                                              

ł

   y

w

     a

po zaokrąglonych krańcach mojego umysłu

aby dotrzeć do jego zdziczałych zakątków

powietrze przywiera do mnie             wstrzymując oddech

myśli odbite w kałuży zdają się być bardziej znaczące

świat wygląda jakby pan bóg posadził go wczoraj w swoim ogródku….

*lubię średnie nasłonecznienie i sporą wilgotność nie zapomnij mnie podlać

 

 http://pl.youtube.com/watch?v=SMvfAYEaE8c&feature=related

Riders on the storm The Doors

Powiem Ci,kim nie jestem.

 

Nie jestem pewna siebie.Nie jestem pragmatyczna.Nie jestem logiczna.Nie jestem oderwana od rzeczywistości.Nie jestem nieambitna.Nie jestem kochliwa,nie jestem feministką.Nie jestem zaprzeczeniem tego czym nie jestem.Odkrycie własnej tożsamośći i pogodzenie się z nią jest największym z wyzwań jakie podjęłam.Niewielkie impulsy potrafią dokonać we mnie emocjonalnej demolki, splunąć na wnioski do których doszłam i oblepić je setnie przeżutą gumą.Kiedy jestem wewnętrznie rozbita, siedzę długo pod prysznicem,zapominam o niedoborach wody w Afryce i własnych zapędach proekologicznych,wylewam na siebie dziesiątki litrów wody,w nadziei ,że woda spływająca po  mojej skroni i plecach przyniesie mi coś więcej od chwilowego ukojenia.Oglądam telewizję…na największe rozbicia kładę okład z filmów i seriali, których wartość merytoryczna nie wypełniłaby łyżeczki do herbaty.Siedzę,patrzę bezmyślnie, a w myślach powtarzam sobie:”To nie istotne”,”Już o tym zapomniałam”,”To mnie nie boli”,albo “To nieprawda”.Dzisiaj obejrzałam filmy o większej wartości,tzw.film popularno-naukowy o wybuchu wulkanu na Tromboli w 1815 roku  oraz dokument o powstaniu w gettcie warszawskim.Pierwszy był żródłem setek informacji, z których do przyszłego tygodnia zapiętam co najwyżej trzy,chociaż był wyjątkowo interesujący.Drugi-od pewnego czasu nie oglądam filmów i nie czytam książek o holocauście, ponieważ nie potrafię uciec od pytania jaki sens ma cywylizacja,skoro człowiek zgotował taki los innym ludziom..w czasach, gdy znieczulica moralna się pogłębia pytanie to ledwie tli się na peryferiach naszego umysłu zagłuszone przez głośną i kolorową(ach,jaką ładną..)zasłonę dymną.Tybetańczycy protestujący przeciwko rzezi rodaków są aresztowani w krajach, które uważają się za głosicieli praw człowieka, obrońców ludzkiej godności.W czasach w których dekolt pani kanclerz Niemiec wypycha z czołówki wiadomości relacje polsko-żydowskie.Skoro po cichu wymordowano Czeczenię, przeszmuglowano kilka bomb atomowych,wycięto znaczną częśc lasów amazońskich to nasza obojętność jest bezkresna.Skoro nie można sytuacji zmienić od razu i definitywnie, to po co robić cokolwiek.Ach, jak ja to rozumiem…Jeden z bohaterów dokumentu o gettcie, żyd,który przeżył holocaust,opowiedział wiele historii,ale jedną z nich zapiszę tutaj,aby zapamiętać.Mężczyzna ten zajmował się szmuglowaniem żywności i innych towarów pomiędzy gettem, a resztą Warszawy.Na ulicach tłoczył się tłum wygłodniałych ludzi, wyglądających jakby Auschvitz mieli już za sobą.Napadali oni na przechodniów, którzy mogli posiadać coś do jedzenia.Tego dnia ów żyd szmuglował gwoździe w pudełkach po zapałkach.Napadła go grupka szkieletopodobnych dzieci,które wyrwały spod marynarki pudełka i natychmiast wepchnęły je sobie do ust.Udławiły się gwoździami, mimo krzyków żyda,uprzedzającego ich co jest w pudełkach.Chmm..zapewne Rojek ma rację i ,,zrzucę winę na innych ,a potem zasnę spokojnie”.Słodkich snów.

Pojawia się pytanie co ta dygresja poglądowa wprowadza do rozważań nad moją tożsamością…czy te opinie cokolwiek o mnie mówią..? Przecież tak wiele osób mogłoby napisać to samo,możliwe nawet że tysiące osób napisało w dniu dzisiejszym coś niemal identycznego.Strach przed pospolitością zawsze mi towarzyszył.To kilka zdań zatem bardzo niewiele o mnie mówi..nie wiem kim jestem..czy też raczej czuję to ,ale nie potrafię tego zdefiniować i napewno czarnobiała kolorystyka tu nie wystarczy.

P.S.Chciałam usunąć tego bloga.NIe dlatego,że funkcjonuje on w niebycie czytelniczym mimo szumnego tytułu ,,Przeciw Nicości”.Ten stan rzeczy dla mnie wygodny, nie uwierają mnie cudze prześmiewcze komentarze, nie psuje mnie lukier zachwytów po znajomości,który mógłby mnie fałszywie dowartosciować.Chęć ukrócenia egzystencji tej przestrzeni była spowodowana niechlubną motywacją jej powstania.Stworzyłam bloga, przepisując swoje myśli z porozrzucanych kartek, papierowych serwetek,etc. ponieważ kusiła mnie prespektywa,aby pewien Ktoś(konkretny Ktoś, a ktoś z tłumu ktosiów)

przeczytał to.Nie wiem na co liczyłam,co miało by to zmienić, kierowałam się impulsem.Póżniej odkryłam przed samą sobą prawdziwą tożsamość tego działania i mały potencjał moich słów do przeobrażania rzeczywistości.,,Ktoś” nigdy tego nie przeczytał,bo tak świadomie postanowiłam.Blog pozostał spełniając to samą rolę co serwetki-jest własny,poddany tylko autorefleksji,a nie cudzej krytyce,pozwala mi nazwać moje tłumione pragnienia.

Przeprost transcendentny

Najtrudniejsza jest linia prosta,pozbawiona zarówno zachęcających zaokrągleń,jak i odpychających łamańców.Jest trudna do przebycia dla dłoni kreślącej ją na papierze,a co dopiero dla całej istoty…z drugiej strony prostota jest najnaturalniejsza.Gdy wyprosimy ze swoich myśli wszystkich intruzów świat zostaje rozkodowany,wszystkie linie gną się i prężą,aby rozprostować.Ukazuje się przestrzeń jasna,cicha,muskana wiatrem.Bram tego świata nie przekraczają myśli,emocje,wspomnienia powstałe w stanie świadomości.Tu panuje wszechogarniająca pustka,która pozwala odnaleźć samego siebie.,,Nikogo nad wami i nikogo poza wami.Spórzcie tylko!”.To sfera narodzin największych myśli,które są zarazem największymi wypadkami.Dowód na to,że coś może powstać z niczego.Cały nasz umysł tutaj się cofa….cofa..to chyba źle?..ależ skąd. Cofa się jak człowiek szykujący się do dalekiego skoku. Tu opadają wszelkie maski.,,Postawiona pod pręgierzem bytu,maska nie wytrzymuje samej siebie”.

ad1 Ludwik Liciński ad2 Alfred Simon

Niewykonana Fotografia

zapadam sie w ciszę otulona Tobą…

…mgła przylgnęła do naszych policzków…

muśnięcie wywołuje drżenie ziemi naszych cial…

dygotanie zielonych listków…zielonych refleksów oczu…zielonego swetra…..zielonych myśli.

http://pl.youtube.com/watch?v=q1moiym6-Nk&feature=related

Pink Floyd Wish You Were Here

AUTOMATYKA ZABIJANIA

Poczułam się okradziona.Okradziona z chwil szczęścia,które zazdrośnie chciałam zdławić i zdusić,bo wiedziałam,że

odbiegną.Złodziej nawet nie zauważył swego postępku-bo jakże

można ukraść coś czego nie ma.Wczoraj,przygryzając papierowy

kubek na dworcu centralnym, zatopiłam się w kanapę

kawiarnianą z poczuciem,że w końcu pozwalam szczęściu

swobodnie oddychać.Byłam taka pewna poskromienia swych

skłonności.Dziś bezwiednie,machinalnie założyłam szczęściu

foliowy worek na głowę i z uśmiechem przyglądałam ruchom

agonalnym.Wtedy spotrzegłam, że Ziemia się szybciej kręci,a ja

wolniej poruszam.Zastygłam i zaczęłam

podsłuchiwać.Siebie.Pobiegłam po nożyczki i jednym

ruchem ,,pękłam” foliowy worek.

http://pl.youtube.com/watch?v=7b3ixFMzpQc 

Myslovitz Blue Velvet

Uwaga,jedzie tramwaj!

magiczny dzień

24-godzinny zmierzch

pora kurzej ślepoty i chybionych pocałunków

nurzania się we wietrze

blask latarni przenika przez wilgotną otulinę

papierowy kubek zniewala mnie swym smakiem

w takim dniu czubki butów stają się nad wyraz interesujące

ziemia się trzęsie

podryguję głową w takt trzaskozgrzytów tramwaju

moje zęby klekoczą niczym bociani dziób

widzę cię

siadasz obok mnie mimo wielu wielosiedzeniowych luk

zboczeniec

wgniotłam niby przypadkiem obcas w twój but

licząc że sobie pójdziesz

zająłeś się obserwacją obuwia

a mnie podziwianie zaparowanej szyby pochłonęło bez reszty

przez przypadek odwróciłam wzrok i napotkałam twoje spojrzenie

zdające się pytać

dlaczego

uciekamy swymi myślami i naskórkami od siebie

http://pl.youtube.com/watch?v=CVnZV9cktVQ

 

PRZECIW NICOŚCI

Niezdrowa satysfakcja płynie z biernego przyglądania się procesowi tworzenia się zapadliny we własnym życiu.Obserwuję to w ciszy, w śmiechu,w płaczu, z pogardą.Najczęściej  jednak udaję,że nie widzę.Udawanie jest takie wygodne.Najzabawniejsze są momenty, gdy wraz ze swoją bezczynnością prześlizguję się przez czynność.Nasze problemy i wady są jak szafa w której jest burdel.Kiedy w końcu zajrzymy do środka z impetem przywala nas jej zawartość.Moja osobista zapadlina,stworzona z poczucia bezradnośći ,zasysa moją energię i optymizm.To nienażarta zapadlina.Jeśli nie przestanie pochłaniać moich radości,cośrobieniochciejstwa oraz uśmiechów to zapanuje Nicość.A kiedy tak się stanie będzie można w końcu dać upust parapetowo-mostowym fantazjom.VII krąg piekła czeka.Nie mogę jednak na to sobie pozwolić,ponieważ to byłoby zbyt banalne.Zawsze wybierałam najtrudniejsze zadania,z nieznanych samej sobie przyczyn.Pozostaje mi jedno rozwiązanie- skierować przeciw Nicości każdy mój ruch i myśl..

http://matmar1.wrzuta.pl/audio/khR2YII4wQ/

Tadeusz Nalepa Mój dom umiera